„Szkice Piórkiem” – Andrzej Bobkowski

Ocena: 8/10

Dzienniki to specyficzna forma książki. Nie ma tutaj klasycznego wstępu, kulminacji i finiszu. Ale akurat dzienniki Andrzeja Bobkowskiego to wspaniałe studium Francji w czasie 2 Wojny Światowej, totalitaryzmów oraz dziesiątki ciekawych myśli o życiu. Klasyka polskiej literatury.

Moje notatki

Grecja wpłaca do banku rozum, poszukiwanie prawdy, walkę z ciemnotą, przesądami i fanatyzmem. Pozwala ona ludziom porozumieć się, stwarza dyskusję. Rzym dorzuca prawo, naukę o prawach i obowiązkach; zaś Chrystianizm odróżnienie życia doczesnego od życia wiecznego, pojęcie godności osoby ludzkiej, jej wartość nie tylko użytkową. Wytycza on wreszcie granice władzy państwa nad człowiekiem.
W momencie zero, od kreski czerwonej począwszy, zaczyna się gra. Te trzy wpłaty zostają na stole historii naszego świata. Pierwsi gracze umierają – przychodzą następni. Oczywiście każdy coś wpłaca albo przegrywa z kapitału wpłaconego przez poprzedników. Wpłaty są nieraz małe, czasem żadne, kiedy indziej znaczne. Jedni powiększają lub umniejszają wpłatę chrześcijańską, inni grecką, jeszcze inni rzymską. Ta gra raz jest mniej uczciwa, raz więcej, ale jedno jest pewne: nikt nie podaje w wątpliwość wielkiej i chyba bezcennej wartości – tak, wbij to sobie w głowę – bezcennej wartości wpłat greckiej, rzymskiej i chrześcijańskiej.

Przyrządzano gorsze lub lepsze mieszanki, ale – powtarzam – nigdy dotąd nie zwątpiono całkowicie w wartość zasadniczych składników: Grecji, Rzymu i Chrystusa. Na świecie robi się tymczasem coraz ciężej. Całe to zjawisko wyjaśnię ci potem,, żeby nie zaciemniać rysunku (Tu będzie miejsce na kapitalizm). I oto przychodzi najpierw faszyzm, a po nim Hitler. To mają być lekarstwa.

Cechą charakterystyczną tych lekarstw jest to, co nazwano totalizmem, to znaczy, w sumie, absolutne i zupełne zaprzeczenie wartości tych trzech wielkich wpłat. Dla totalizmu nie ma nic nietykalnego, a ty jako człowiek, zależnie od twoich umiejętności, nie jesteś przede wszystkim Tadziem, lecz tylko łopatą, kilofem, śrubokrętem, pilnikiem i tak dalej. Ludzie tacy jak ja są tam tylko piórem, pędzlem, płytą gramofonową albo w ogóle – i najczęściej kataryną. Można z nimi robić, co się chce. Los ich, ich życie zależą od jakiegoś centralnego wykresu i wykres ten dyktuje, czy ludziom tym ma być gorzej lub lepiej. Rtęć, która z takim trudem wyskoczyła powyżej zera, opada gwałtownie. Nastaje z powrotem chłód pogańskiego świata, jakieś pogańskie „państwo-chwalstwo”, w którym z takich czy innych powodów wypędza się Einsteina, Mannów i Werflów, tak jak wypędzało się Anaksagorasa, Owidiusza, a innych zmusza się do samobójstwa, tak jak Sokratesa. Potworne i beznadziejne. Co z tego wyniknie?

Mój ojciec ośmielił się wtedy zauważyć, że „jakkolwiek wydostanie się z tej sytuacji proponowane przez pana generała jest najprostsze, to warto byłoby spróbować jakiegoś bardziej skomplikowanego środka ocalenia”. Oczywiście w końcu wydostali się. Wyobrażam sobie, że generał ten wspominał do końca życia nie to, że się wydostali, lecz pełne patosu przemówienie, w którym „wszyscy byli gotowi umrzeć”. Wcale nie wszyscy. Na przykład mnie byłoby potrzeba bardzo wiele, żebym tak był całkiem „gotów”. I chyba każdemu. Ale u nas uchodzi to za rzecz nieprzyzwoitą mówić o tym po prostu, bez tego jakiegoś zupełnie specyficznego zakłamania. W sumie ma się wrażenie, że łatwiej nam jest umrzeć niż odpisać na list lub oddać pożyczone „do jutra” pięć złotych.

Wielką i prawdziwą myśl nie sposób przejąć do głębi, nie odbiwszy jej kilka razy jak piłki. A poznać ja można chociażby po tym (jej wielkość), że ona pozwala na to w okręgu swego działania. Z tego punktu widzenia hitleryzm i wiele innych „izmów”, niedopuszczających takiej gry, będzie prędzej czy później leżało.